1 lut 2018

Mój nakastlik
1.02.2018
Dziś do mojej sypialni, pierwszy raz od wielu, wielu dni wpadły promienie słońca...ale nie takiego zimowego, chłodnego...tylko cudownie ciepłe, nastrojowe promienie słoneczne. Takie promienie, które ze wschodem słońca na wiosnę i lato wpadają przez okno, otulają pokój i człowiek stwierdza, że wszystkiego mu się chce :)

To też i mnie się zachciało! Ponieważ fotel, który obecnie odnawiam potrzebuje sporo czasu, zanim ktokolwiek ponownie na nim zasiądzie - stwierdziłam, że na blogu pojawi się post z etapów metamorfozy mojej szafki nocnej :)
Nakastlik, jak widać na powyższym zdjęciu...no nie wyglądał zachęcająco. Dodatkowo miał lokatorów. Oczywiście w ruch poszedł preparat na 'drewnozjady'. Po dwóch dniach siedzenia w worku przyszedł czas na szlifowanie :) Uporałam się z tym nawet szybko. Front i blat szafki był mocno zniszczony...ale to i dobrze, mogłam wyżyć się artystycznie. Koncepcja powstała w momencie. Zaczęłam od szkicu ołówkiem, potem rozłożyłam farby i zabrałam się za malowanie.
Potrzebowałam tylko emalii akrylowych i zwykłych farb dla plastyków.
Wszystko było robione odręcznie, bez zbędnych szablonów.
Pewnie, jak by się dobrze przyjrzeć, to widać różnicę w wielkości między jedną a drugą łuską...ale mi to nie przeszkadza. W końcu to ręczna praca :)

Żeby nie było tak cukierkowo, wszystko trochę przeszlifowałam papierem ściernym. Powstały drobne ryski, które fajnie postarzają szafeczkę. Całość oczywiście zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym. 
Czy taka metamorfoza służy temu nakastlikowi ?...sami oceńcie :)




3 komentarze:

Dziękuję za Twój komentarz! To znak, że chętnie czytasz moje wpisy i śledzisz to co robię :)